Brak produktów w koszyku.
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki, określ interesujące Cię zapytanie!
L-karnityna - historia i teraźniejszość
Witamina łakomczuchów.
„Spienione grzywy fal zlewały wciąż pokład, a rozszalały wicher porywał nam żagle. Po niespokojnych tych wodach żeglowaliśmy już wiele tygodni. Prąd brzeżny ze złością odpychał od lądu, a i dostępu doń broniły brzytwiaste rafy brzegowe. Z utęsknieniem czekaliśmy sposobności uzupełnienia zapasów, bo z żywności pozostały jedynie suchary i, Boga chwalić, beczki słodkiej wody. Ale nie trapiła to nas walka z żywiołem! Ta jest normalnym chlebem marynarzy. Najgorzej, kiedy przychodzi z żywiołem i pospół z niemocą się mierzyć, bo wycieńczonym chorobom członkom tem trudniej ciągać takielunek. Na pokładzie rozszalał się gnilec i w krótkiem dość czasie wygubił mi niemal połowę załogi. Objawy szkorbutu są liczne, jak ogólne osłabienie, krótkość i słabość oddechu, szczególnie przy ruchu. Pierwszymi wskazówkami w rozpoznaniu tej choroby są bladość i znaczące obrzmienie cery całego ciała u osoby niezdolnej do aktywności, lub z awersją do wszelakiego wysiłku, które wkrótce prowadzą do ogólnej niemocy. A niemoc ta z dusznością po wysiłku przebiega. Nagłe, znacznego stopnia wyczerpanie jest zawsze obserwowane we wszystkich odmianach gnilca. Jednakże w przypadku szkorbutu zachodzą dosyć szczególne okoliczności. Chorzy znajdują bowiem swój stan, jako całkiem niezły, gdy odpoczywają, natomiast po najmniejszym nawet wysiłku pojawia się zadyszka, problemy ze złapaniem oddechu, które w tej chorobie zwiększają możliwość omdleń i wywołują niemoc szkorbutową. Silnie obrzmiałe kontury ciała dają wrażenie dobrego wyżywienia, czy wręcz otyłości nawet, co tem bardziej kontrastuje z ogólną niemocą chorego."
W ten sposób angielski lekarz James Lin, pionier badań nad witaminami, cytował w 1753 roku relację Johna Woodalla, chirurga okrętowego, z rejsu, który ten odbył ponad 100 lat wcześniej - jeszcze w roku 1 639-tym. Tą i wiele podobnych jej relacji długi czas uważano za klasyczne opisy niedoboru witaminy C. Witaminę tą wyizolował z pomarańczy, nadnerczy i kapusty Szent-Gyorgyi w 1928 i nazwał kwasem heksuronowym. Podejrzewał, że niedobór tej właśnie substancji odpowiada za rozwój szkorbutu. W 1932 roku ten sam związek wyizolowali z cytryn Fang i King i zidentyfikowali, jako witaminę C. Ostatecznie jej związek z rozwojem szkorbutu potwierdził van Eekelen w 1936 roku, kiedy wywołał objawy gnilca u wolontariuszy, podając im pożywienie pozbawione tej witaminy. W tej sytuacji, dawne opisy szkorbutu w sposób oczywisty uznano za opisy niedoboru witaminy C. Jednak w połowie lat siedemdziesiątych znaleźli się tacy, którzy podważyli ów dogmat, obowiązujący od lat czterdziestu...
Drobne nieścisłości.
Drobne nieścisłości nurtowały kilku, współczesnych badaczy. Jak zwykle: „Szkopuł tkwi w szczegółach"?!...
Wielowiekowe doświadczenia przodków nakazywały im postrzegać szkorbut, jako chorobę powodowaną niedostatkiem świeżego pożywienia. Z tej oto przyczyny w 1882 roku Takaki, dyrektor służby zdrowia w marynarce japońskiej, zalecił wprowadzenie do diety marynarzy owoców, warzyw, świeżego mięsa i ryb. Z owocami i warzywami zgadzamy się bez zastrzeżeń - wiadomo - zawierają duże ilości witaminy C - przeciętnie 50 mg w 100 gramach. Jednak z doświadczeń i relacji marynarzy i medyków okrętowych wynikało jasno, że szkorbut leczą również, względnie powstrzymują jego rozwój, także świeże mięso i ryby. Fakt ten potwierdzono w późniejszych badaniach. W mięsie i rybach witamina C występuje w średnim stężeniu 1 mg na 100 gramów produktu. Jak ustalono, szkorbut u osób mało aktywnych powstrzymują już 10-ciomiligramowe, dobowe dawki witaminy. Jednak aktywnym ruchowo potrzeba min. 30-tu miligramów. Tak, więc marynarze dla powstrzymania szkorbutu musieliby spożywać ok. 3 kg mięsa lub ryb dziennie. To niemożliwe w realiach życia okrętowego i niezgodne z historycznymi przekazami. W pokładowej diecie świeże mięso i ryby były, co najwyżej, jedynie niewielkim, kilkusetgramowym uzupełnieniem sucharów i wody. Jak więc leczyły szkorbut, skoro dostarczały nie więcej, jak 3-5 mg witaminy C na dobę?...
Nie udawało się również zadowalająco wytłumaczyć związku niektórych symptomów szkorbutu, z funkcjami pełnionymi przez witaminę C w organizmie człowieka. Co mogło być, bowiem przyczyną znacznego zaokrąglenia kształtów, chorujących marynarzy?... Długi czas uważano, że obrzęk, gdyż witamina C bierze udział w budowie kolagenu - białka - odpowiedzialnego za prawidłową cyrkulację płynów ustrojowych. Dopiero autopsje osób zmarłych na szkorbut oraz zwierząt doświadczalnych z wywołanymi objawami szkorbutu wykazały, oprócz obrzęków, znaczące stłuszczenie narządów i tkanek!...
Pod koniec dwudziestego wieku te nieścisłości zachwiały ugruntowanym dogmatem, jakoby szkorbut był tylko niedoborem witaminy C!!!
Stara historia nowej witaminy.
Dawni medycy nie mieli podobnych dylematów. Nic nie wiedzieli o istnieniu witamin, a doświadczenie pokazywało, że generalnie mięso krzepi - wzmacnia siłę mięśniową. Skoro pierwszym objawem szkorbutu było znaczące osłabienie, wzmacniające mięso wydawało się lekiem właściwym. Około połowy 19-tego wieku bliżej leczniczymi właściwościami mięsa zainteresował się wielki, niemiecki uczony, nestor chemii żywności, Justus von Liebig. To on pierwszy sklasyfikował jego podstawowe składniki - białka, tłuszcze i cukry. Wprawdzie odkrywcą witamin był Polak - Kazimierz Fuk - to Liebig jako jeden z pierwszych badaczy zauważył i opisał inne, pomniejsze, drobno cząsteczkowe składniki pokarmowe. Liebig, kierując się wcześniejszymi doświadczeniami medyków, zaobserwował, że lecznicze właściwości ma jedynie świeże mięso - solone i suszone nie działa! Ponieważ w efekcie konserwacji pula białek, tłuszczów i cukrów nie ubożała, chemik wyciągnął wniosek, że rozpadowi ulegać wtedy muszą jakieś inne, zdrowotne składniki. Wpadł więc na pomysł, aby w analogii do metody pozyskiwania substancji leczniczych z ziół stworzyć ekstrakt mięsny. Okazało się, że ekstrakt ten znakomicie leczył osłabienie, również to, powodowane szkorbutem. Ekstrakt był konserwowany niszczącym białka alkoholem i filtrowany, więc w żadnym wypadku białka nie mogły odpowiadać za jego aktywność leczniczą. W 1847 roku Liebig poddał go szczegółowej analizie. Wtedy odkrył w nim kilka drobno cząsteczkowych substancji aktywnych: kwas mlekowy, inozynę, kreatyninę i najważniejszą - kreatynę. Przez ponad pół wieku wyciąg mięsny Liebiga był podstawowym lekiem wzmacniającym - tonicum. Dopiero w 1905 roku dwóch innych badaczy - Gulewitsch i Krimberg - postanowiło dokładniej przebadać specyfik Liebiga. Chemicy ci chcieli wyjaśnić, który, konkretny składnik wyciągu mięsnego odpowiada za jego aktywność leczniczą. Najpierw podawali pacjentom każdy jeden z osobna, potem wszystkie naraz i niestety nie zaobserwowali wyraźnej poprawy. Ponieważ jednak cały ekstrakt wyraźnie działał, doszli do przekonania, że musi być w nim jeszcze coś, czego Liebig nie zauważył?!... Faktycznie, w wyciągu znaleźli jeszcze jedna substancję aktywną, przeoczoną przez Liebiga. Nazwali ją karnityną, od łacińskiego słowa carnis - mięso.
Dlaczego nie kreatyna?
Każdego, kto interesuje się zagadnieniami żywienia, zadziwi pewnie fakt, iż w doświadczeniach Gulewitscha i Krimberga nie wykazywała aktywności kreatyna, dzisiaj powszechnie stosowana jako najwartościowsza substancja wzmacniająca układ mięśniowy?!...
Otóż kreatyna jest molekułą bardzo niestabilną, szybko przemieniającą się w nieaktywną kreatyninę. Świeży wyciąg Liebiga zawierał jej pewne, niewielkie ilości, ale po czasie krótkiego przechowywania, kreatyna prawie całkowicie znikała z ekstraktu mięsnego. Ponieważ kreatyna wzmacnia mięśnie podawana w dawkach kilkugramowych, kilkudziesięciomiligramowe z porcji wyciągu nie były w stanie osiągnąć stężenia terapeutycznego. Dzisiaj powszechnie stosowana kreatyna pozyskiwana jest syntetycznie i stabilizowana. To umożliwia tworzenie proszków, tabletek i kapsułek, więc także i suplementację w dawkach kilkugramowych. Karnityna, w przeciwieństwie do kreatyny, jest dość stabilna - rozpada się powoli, przez okres kilku miesięcy. Wzmacnia już w nawet w dawkach kilkunastomiligramowych, więc na niej Gulewitsch i Krimberg skupili swoją uwagę.
Zagadka szkorbutu.
Zagadkę szkorbutu wyjaśniono ostatecznie dopiero w połowie lat osiemdziesiątych 20-tego wieku. Począwszy od roku 1973 wielokrotnie opisywano niedobory karnitynowe. Zadziwiało w nich to, że znakomicie pokrywały się z opisywanymi od wieków objawami szkorbutu. Szczegółowe badania udowodniły, iż witamina C jest niezbędna do wytwarzania karnityny w organizmie człowieka. Natomiast sama karnityna wprzęga tłuszcz w przemiany energetyczne, a proces ten odpowiada za zdolność mięśni do pracy oraz tendencję do gromadzenia tłuszczu zapasowego. Przy niedostatku karnityny tłuszcze nie są spalane - mięśnie drastycznie słabną, narządy ulegają stłuszczeniu, a tkanka tłuszczowa rozrasta się ponad miarę.
Ponieważ wytwarzanie karnityny w organizmie nie pokrywa zapotrzebowania na nią, deficyt musimy uzupełniać pożywieniem tak, jak w przypadku wszystkich witamin. Dawniej karnitynę znajdowano jedynie w świeżym mięsie, więc mięso łagodziło objawy szkorbutu. Dzisiaj farmakologia oferuje nam całą gamę suplementów karnitynowych. Obecnie, z uwagi na rozpowszechnienie witaminy C, szkorbut nikomu nie zagraża, za to otyłość pozostaje poważnym problemem...
Meandry witaminologii.
Przez 40 lat po odkryciu Gulewitscha i Krimberga nikt nie interesował się karnityną.. To było jednak wielkie odkrycie! Nie, żeby ujmować sławy naszemu, wielkiemu uczonemu, Kazimierzowi Fukowi, oficjalnemu odkrywcy pierwszej witaminy (tiaminy), ale faktycznie odkrywcami pierwszej witaminy - karnityny - byli Gulewitsch z Krimbergiem. Nie mogli wiedzieć, że znaleziona siedem lat przed odkryciem tiaminy karnityna jest witaminą, chociażby dlatego, że nazwę „witamina" wymyślił właśnie nasz rodak... Prace Finka nadały tempo badaniom witamin -zapoczątkowały burzliwy rozwój witaminologii. W tym właśnie okresie powrócono do zapomnianej karnityny.
W 1945 roku Goetsch zaobserwował, że termity chętnie zjadają drożdże i, że te niezbędne są im do życia. Po wielu badaniach zidentyfikował substancję, której potrzebują termity. Nazwał ją torulityną, od systematycznej nazwy drożdży - Torula, a w swoich publikacjach zamiennie stosował też miana: czynnik T i witamina T.
Dwa lata później, w 1947 roku, Fraenkel i Blewett badali nawyki pokarmowe innych owadów - mączniaków. Zaobserwowali, że również i te owady potrzebują do życia jakiegoś, tajemniczego czynnika, egzystującego w drożdżach. Czy to zainspirowani przez Goetscha, czy też w wyniku zwykłego zbiegu okoliczności, zidentyfikowaną substancję również „ochrzcili" mianem czynnika T, tym razem od nazwy systematycznej mączniaka - Tenebrio. Ponieważ w początkach witaminologii drobno cząsteczkowe, niezbędne życiowo substancje, rozpuszczalne w wodzie nazywano witaminami B, w odróżnieniu od witamin z grupy A, jedynych, znanych wtedy, rozpuszczalnych w tłuszczach, badacze zaproponowali dla nowo odkrytej substancji nazwę - witamina Bt. Dopiero pięć lat później, w 1952 roku, Carter i współpracownicy udowodnili, że jest to ta sama substancja, co odkryta przez Gulewitscha i Krimberga - karnityna. Teraz zapewne zadamy pytanie, dlaczego ta najwcześniej poznana witamina na całe dziesięciolecia znikła z „oficjalnej" listy witamin?... Otóż, miała ona to nieszczęście, że w odniesieniu do niej, jako pierwszej z grupy witamin B dowiedziono, iż powstaje w organizmie człowieka. Dawniej, bowiem uważano, że skoro witaminy muszą być dostarczane z pożywieniem, to organizm nie może ich samodzielnie wytwarzać! Dopiero dużo później okazało się, że niemal wszystkie witaminy, szczególnie z grupy B, powstają w organizmie człowieka, tyle, że wewnątrz organiczna synteza nie pokrywa podstawowego zapotrzebowania.
Dziś przywrócono karnitynie status „pełnoprawnej witaminy". Coraz częściej w publikacjach pojawia się jej synonim - witamina Bt. Coraz częściej miana tego zalecają używać fachowcy, uznając je za prawidłowy synonim. W toczącej się kilka miesięcy temu dyskusji, przynajmniej kilku wybitnych fachowców wyraziło pisemnie swoją opinię, jednoznacznie stwierdzając, że karnityna jest witaminą.
Witamina By znalazła szerokie zastosowania w wielu dyscyplinach medycznych, szczególne w kardiologii i neurologii. Jednak największą popularność zdobyła jako środek ułatwiający odchudzanie...
Chuda prehistoria.
Niektórych badaczy zastanawiał fakt, że, jak wynika z analizy materiału kopalnego, w erze preneolitycznej otyłość była człowiekowi nieznana. Co ciekawe, przypadłość ta pojawiła się dopiero po przemianie neolitycznej, kiedy całkowitej zmianie uległa baza pokarmowa człowieka. Człowiek z myśliwego - zbieracza przeistoczył się w osiadłego rolnika. Z menu znikło świeże mięso i ryby oraz dzikie owoce, warzywa i zioła, wyparte przez dominujące pokarmy zbożowe. Wprawdzie później, ponownie mięso, ryby, owoce i warzywa powróciły na stoły, ale poziom ich spożycia nigdy nie osiągnął poziomu sprzed neolitu. Znacznie, więc spadł też i nigdy nie powrócił do normy pobór karnityny i jej prekursorów - lizyny i witaminy C. Chociażby z tego względu, że obecnie oferowane wyroby mięsne zawierają niewielkie ilości witaminy Bt, w porównaniu do świeżego mięsa dzikich zwierząt.
W 1993 roku R. E. Hughes stworzył analizę bazy pokarmowej karnityny okresu preneolitycznego i skonfrontował ją z bazą diety współczesnego człowieka. Uzyskał wielce zastanawiające wyniki... Okazało się, że przed przemianą rolną człowiek spożywał dziennie 400 mg karnityny, 400 mg witaminy C i 12 g prekursora karnitynowego - lizyny, zaś obecnie spożywamy średnio 120 mg karnityny, 60 mg witaminy C i tylko 5 g lizyny.
Nie dziwi więc fakt, że w przemianie rolnej neolitu wielu naukowców upatruje praprzyczynę epidemii otyłości. Za taką teorią przemawiają wyniki badań, w których suplementacja karnityny prowadziła do zmniejszenia poziomu tkanki tłuszczowej. Na przykład w jednym z badań dowiedziono, że codzienne uzupełnianie diety 1 gramem witaminy Bt zwiększa o ok. 70% udział tłuszczów w przemianach energetycznych…
Z szerokiej analizy danych wynika że już odpowiednio długa suplementacja 300-500 mg (1 standardowa tabletka lub kapsułka) dziennie może przynosić efekty, gdyż uzupełnia karnitynę do poziomu jej poboru z ery preneolitycznej.
Karnityna nie jest cudownym środkiem, pozwalającym stracić z dnia na dzień nadmiar kilogramów. Jest witaminą, niezbędną do spalania tłuszczu zapasowego, najcenniejszą dla tych, których dotyka problem nadwagi. Z tego powodu nazywaną czasami „witaminą łakomczuchów". Należy uzupełniać ją systematycznie i systematycznie obserwować efekty działania, bo pierwsze dostrzeżemy nie wcześniej, jak po 4-6 tygodniach suplementacji! Przez pierwszy miesiąc najlepiej zastosować dawkę wysoką, nasyceniową - dziennie ok. 1000 miligramów. Potem można przejść na dawkę rutynową - podtrzymującą - 300 do 500 miligramów na dobę...
mgr farm. Sławomir Ambroziak